Księga gości


Linki
[przekaz podprogowy] Zajrzyj. [/przekaz podprogowy]
Jedyny Słuszny Magiczny Emo Klocek Lego.
Moi Magiczni Znajomi i ich klocki, kredki i reszta ;P

WDF (bez)Względnie Dobre(czyt: doskonałe) Forum.


Bliscy i Dalecy znajomi króliczycy.
Lidzia ;) ona zawsze ma coś do jedzenia ;P bardzo pozytywna cecha charakteru ;)

Gofer.

Marlena ;)

Ania.

Gnat niejaki.

Dwa Pączki, czyli Druh B.

tricky

Nurmi.

small

kobieta-kot ;) a Kot słowem się stała i mieszkała między nami ^^

gaba a ***on jest brzydki ;) (nie mogłam się powstrzymać.)

asik

adzia



Archiwum

2006
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
wrzesień

. 2006-08-30 18:00:15

tak, zeby blog przetrwal.

skomentuj (3)

KwiatkowoChwastowe Refleksje. 2006-05-30 19:31:57

Den. jest stworzeniem o małym rozumku, co już udowadniała niejednokrotnie, i o zdecydowanie za miękkim serduszku, o czym świadczy niezbicie, że wyrywając z całym korzonkiem chwasta z doniczki (skąd chwast w doniczce? Den. wyhodowała. Den. ma talent do prowadzenia upraw doniczkowych), mimo świadomości, że jest to niezbędne do ratowania życia docelowej roślinki doniczkowej, za którą Den. jest odpowiedzialna w pierwszej kolejności, do dbania o którą w pierwszej kolejności się zobowiązała, i której zdrowie jest jej priorytetem i powinna być zdolna do poświęcenia dla jej życia życia nic nie znaczącego, anonimowego chwasta, który się napatoczył (właśnie, było o tym kiedyś na świeczkowisku zbiórkowym, czy to się przekłada na roślinki doniczkowe?) ale... no... nie była w stanie z lekkim sumieniem pozbawić życia tak dobrze prosperującą, żyjącą roślinkę, całkiem bezcelowo, w akcie bezwzględnej i pozbawionej wszelkiej empatii eksterminacji i... zasadziła ją w ogródku ;P Jak nie przeżyje, to cóż... Den. będzie i tak mogła spać spokojnie, gdyż zrobiła co w jej mocy, aby tą sytuację załatwić z jak najmniejszą szkodą dla obu stron.

skomentuj (5)

Shuffle. 2006-05-21 13:05:46

Co myślą o mnie inni?
Kaczmar, Sen Katarzyny II, wersja z przedmową ;P intrygujące...

Co ja sama o sobie myślę?
Boards of Canada, Aquarius.

TEKST: dzieci: Yeah! That's right. facet: Orange. kobieta: Orange. Dzieci: Yeah that's right. Facet: Orange. Śmiech dzieci. Kobieta: Orange. Śmiech dzieci. Facet: Orange. Śmiech dzieci. Kobieta: Orange. (Yeah that's right.) Facet: Orange. Śmiech. Kobieta Orange. Śmiech. bębenek. Kobieta liczy, facet mówi orange, dzieci się śmieją, dzieci przytakują, śmieją się, kobieta ciągle liczy, facet: orange. dzieci się śmieją. kobieta liczy. mówi orange. dzieci chichoczą. kobieta liczy. facet: orange. dzieci przytakuja. kobieta liczy. mowi orange. (albo jakas inna to mowi.) dzieci sie smieja. kobieta liczy. facet: orange, dzieci się śmieją. kobieta liczy. dzieci się śmieją. przytakują. kobieta nie liczy. dzieci chochoczą. dzieci chichoczą. przytakują. chichoczą. chichoczą. muzyka się wreszcie urozmaica. kobieta śpiewa cośtam, dzieci co ona zaśpiewa, to chichoczą. dzieci chichoczą jeszcze dwukrotnie po tym, jak ona kończy śpiewać.

Czy ja myślę, że jestem skończoną wariatką, która myśli monotematycznie, tylko o jednym, co jakiś czas śmiejąc się głupawo (z siebie, bo uważa, że sobie to ubzdurała i próbuje nie dopuścić tego w ten sposób do wiadomości, a jej się nie udaje, ale lżej jej z tym, gdy zwala to na swoją głupotę i nie bierze poważnie) i na tej zasadzie pozwalając sobie dalej o tym myśleć? Eee... tak. A wszystko co dookoła nie jest nawet w stanie mnie od tego oderwać? (Patrz kobieta licząca jednostajnie podczas gdy facet przerywał jej pomarańczą i w drugą stronę). No właśnie. I jeszcze czy wydaje mi się, że cokolwiek zrobię, ludzie uznają za głupie i wyśmieją (dzieciarnia ciągle rechotała z nich.). No niestety.

(dwa niepublikowane pytania, odpowiedzi na oba nie rozumiem... albo na jedno rozumiem, ale to mnie przeraża...)

Co myśli o mnie braciszek?
pozwoliłam sobie wróżyć z drugiej piosenki, bo skoro w pierwszej wyszło idiotycznie, to doszłam do wniosku, że mogę idiotycznie do tej piosenki podejśc ;)

"And an angel who I know" jesli to jego zdaniem o mnie (to moglaby byc moja wypowiedz...), to skromniś, nie ma co xD

Czy uda mi się zrobić pracę na polak?
Amaran, Atropine
"Hoping for, for a miracle (...)For when it all comes crashing (...) Never sleep and never rest"
hmm... mało optymistyczne. idę się brać od roboty, potem skończę ten test ;)

skomentuj (4)

Kolejna sobota. 2006-05-13 14:50:31

No dziś dzień również niełatwy, jakoś tak ostatnio mam ciężkie te soboty.

Wstałam prze siódmą, bo przybywali robotnicy, wzięłam prysznic, wróciłam na górę, poczytałam kubusia fatalistę i jego pana, doszłam do wniosku, że jeszcze mogę pospać, zaspałam, w drodze do płocka zjadłam kanapkę z masłem orzechowym, którą zrobiła mi mama, jednocześnie robiąc wyrzuty, że nie zjadłam śniadania, zjadłam ją w samochodzie, za co z kolei posłuchałam wyrzutów ze strony taty. Ale się wybroniłam nieco.

W płocku się zasiedziałam, nie zdążyłam wrócić na spotkanie, nie kupiłam brystolu ani wielce zobowiązanego jeevesa. Nie połaziłam z dziewczynami, nie poszłam ani przed spotkaniem ani po do gaby, teraz odę do babci na obiad, potem pójdę wysłać podanie od gebesia, ale nie pójdę z nią już na Angel-ę. Bo nie zrobiłam pracy. A potem jeszcze nie wiem, co...
...dopiszę potem.

Po powrocie puściłam sobie C&C, Billiego Talenta i Katie Meluę, kolejno, no i comę. na żadne z nich nie miałam nastroju. ostatecznie kaczmar śpiewa, i dobrze. stęskniłam się trochę.

nastrój mam paskudny, jak mnie spotkacie jak będę szła w drodze do/od babci, to omijać szerokim łukiem. To tyle. Trzymajcie się.

(Ta sobota dla odmiany nie zmieniła mi się w niedzielę, ale mieniła mi się jako piątek. Co gorsze, sama nie wiem...)

skomentuj (0)

Sobotoniedziela- twór dziwny nadwyraz. 2006-05-06 23:11:54

Dzisiaj robiłam tyle rzeczy, że aż mi się nei chce wszystko ułożyć normalnie w łepku, że nadal sobota. Przekonana żem całkowicie dziś od 15.oo, że jest niedziela. I teraz też mi sie wydaje, że jest niedziela. Chociaż nie, już mniej. A zaraz będzie to prawda i jak wreszcie zdołam sobie wmówić, że jest sobota, to już będzie niedziela. ehh...

Rano od dziewiątej byłam w Płocku, co wymagało ode mnie wstania o wpółdousmej, które to przez każdy naród cywilizowany, zwłaszcza te bardziej, które dzień pracy mają od dziewiątej, jest uważane za ciemna noc i barbarzyństwem jest i prostactwem zrywać się o takiej godzinie. Toż to jeszcze kury śpią w najlepsze, a wstaje się wraz z kura zapianiem najwcześniej. Czyli nieco później.

Wpółprzytomna jakoś się wyrobiłam z lekkim poślizgiem.

W domu na powrót byłam przed dwunastą nieco, co czyniło godzinę, o której normalny dzień wolny powinien sie dla normalnego człowieka w normalnych warunkach zaczynać.

Doszłam do wniosku, że w sumie mogłabym do tego Płocka na dwunastą, ale że dzięki temu, że byłam wcześniej, a dopiero teraz bym była, ale że byłam wcześniej, to mogę jeszcze coś porobić i właśnie, co to ja wczoraj planowałam porobić... Spotkanie do bierzmowania! Takim oto ciągiem myślowym doszłam do czegoś logicznego. Chaotyczność zamierzona, ja tak właśnie myślę. To chyba w Być jak John Malovic oni się tułali po umyśle tego aktora? No. To wy właśnie mieliście krótką wycieczkę krajoznawczą, bardziej żeby okazać wam moje do was zaufanie, niż żeby coś faktycznie pokazać, po moim umyśle. Niespecjalnie ciekawie? No cóż. Ale przytulnie. I intencje się liczą. Nie krytykować bezlitośnie.

Potem robiłam z dziewczynami News Report na angol. Respect dla nich ;P ekhę. dla nas.

Potem byłam na Zalesiu i wracałam po ciemku z gebesiem przyświecając komórkami, przy czym moja się po drodze rozładowała, gebeś gadała a ja jak tylko na chwilę przestawała odrazu zmuszałam ją licznymi pytaniami do kontynuowania. Cisza była nieznośna. Ale fajnie nam sie łazi, nie straszymy się nawzajem ;) mówiąc sobie nawzajem, że się boimy, tylko zachowujemy to dla siebie ;P Efektem każda myśli, że druga się nie boi i to jest takie... pokrzepiające ;)

Ponadto gebeś bardziej bała się iść przy drodze, niż przy lesie, co było mi doprawdy na rękę, bo ja się przy drodze wcale nie bałam ;) To jest symbiotyczne pasożytnictwo, bo oczywiście nie powiedziałam, że się przy lesie boję. Tożby się wtedy nie zamieniła xD Troche dyplomacji!

Byłam na forum.
A teraz jestem tu i piszę.

"So if it's true, that love will never die,
Then why do the lovers work so hard
To stay alive."

skomentuj (6)

Krótkie i chaotyczne streszczenie, tego, gdzie się Den. pałętała i o czym jeszcze pamięta. 2006-05-02 11:32:23

Wczoraj tak sobie myślałam, że to potężny błąd, że jednak wtedy leń mnie dopadł i nie pisałam częściej. A później komp był nieczynny, i choć chciałam, pisać nie mogłam....

I nawet dzisiaj już nie umiem tego tak ładnie napisać, jak ładnie formułowało mi się wczoraj. Pisania nie powinno odkładać się na potem.

No więc (z góry zawiadamiam, że o egzaminach nie będzie NIC! możecie odetchnąć. ja też.)

dziękuję dziewczynom za spacerki w międzyczasie, za lody, gofry i napoje (xD).

Droga do Zalesia jest taka fajna, jak żywcem wyjęta z Blair Witch Project, jak pada, jak wszystko jest tak ponuro przesiąknięte, rozmięknięte, rozmemłane. Tzn, byłaby, gdyby mniejszy ruch był.

A górka ze św. Franciszkiem (?) jest zdecydowanie najlepszą miejscówką na poważne rozmowy o tym, co nas w życiu cholernie drażni (;* gebesiu.).

A nad rzeczkę już nie latamy, bo... hm... bo tak ;P chociaż nie wątpimy, że pan z dziwnymi tatuażami, gdyby dwudziestupięciu z pięćdziesięciu lat życia nie spędził w więzieniu, wymiatałby na gitarce lepiej niż jacyśtam Satriani, Vai, Angus Young, razem wzięci!

Zbiórki ostatnio też były boskie.
Wszystko co mnie otacza ostatnio jest boskie xD.

Pięknie mi się żyje.

skomentuj (4)

Kasia konkretniej. 2006-05-02 00:33:36

Jestem, żeby napisać wam coś dłuższego. Żeby coś dokładniej opowiedzieć.

Ale ostatnia nietreściwa notka sprawia, że ciężko mi ją dokładnie umiejscowić w czasie i ułożyć sobie, co sie konkretnie od tego czasu wydarzyło, tak więc o moim życiu, prócz dnia dzisiejszego nie będzie prawie nic.

A o dniu dzisiejszym? Mam tak szpanerski garniaczek, że jak mię siostra do bierzmowania nie dopuści, to się załamię. Szczyt próżności i zatracenia wszelkich wartości. Może? Chyba tak.

W głośnikach dzisiaj lifehouse, a ostatnio the cardigans namiętnie, stąd też szablon.

Nastrój chwiejny. A jak. Jak zawsze.
Chciałam popisać o ludzkich wadach, we mnie ich odzwierciedleniu (niektórych) i o mojej o nich opinii i moim do nich podejściu, ale nie mam nastroju.

Mam natomiast nowe perfumy ;P
A jeszcze niedawno tak się z brata asika wyśmiewałyśmy za tego fahrenhaita (czy jak to się pisze?). szczyt hipokryzji. aż mi normalnie wstyd.

Może jak jutro rano usiądę do kompa (jeśli), to ułożę sobie jakoś logicznie co przeżyłam odkąd wam dokładnie opowiadałam ostatnio i też się częścią podzielę.

A co do kwiatków, ciągle żyją.

skomentuj (1)


^^^
HTML [Kot]
Zdjęcie [h4nd]
Dla [nienormalnych]